„Jezus kocha mnie, to wiem” — to piosenka, której nauczyłam się w dzieciństwie w kościele. Śpiewaliśmy ją tak często, że melodia wciąż rozbrzmiewa w mojej głowie, podczas gdy wszystkie inne refreny z tamtych czasów dawno już się zatarły w pamięci. Słyszałam to proste przesłanie o Bożej miłości przez całe życie, a jednak nigdy nie przestaję się nad nią dziwić. Dlaczego nasz Stwórca tak bardzo o nas troszczy się?
Oglądając lub czytając wiadomości, często kręcę głową z obrzydzeniem na widok najnowszych okropności popełnianych przez ludzkość. Ale, szczerze mówiąc, nie muszę daleko szukać, by odczuć odrazę do zła – wystarczy spojrzeć w swoje serce. Często jestem zaniepokojona tym, co rodzi się w mojej głowie bez mojego pozwolenia.
Dziwi mnie to, że Bóg, przenikając na wskroś nasze serca i umysły — wszystkie ich zakamarki — wciąż nas kocha. Ma wgląd we wszystko jak na dłoni, a mimo to Jego miłość nadal jest niewzruszona. On zna nas od środka i na zewnątrz lepiej niż my sami siebie rozumiemy i wciąż mówi: „Kocham cię”.
Trudno jest zrozumieć, przynajmniej mnie, taką bezwarunkową miłość. Miłość jest tym, kim jest Bóg. Tak jak słońce świeci, bo jego istota promieniuje światłem, tak miłość płynie z samej natury Boga. To nie przypadek, że miłość jest dla nas tak ważna, ponieważ zostaliśmy stworzeni na Jego obraz. Możemy nigdy w pełni nie pojąć, dlaczego Bóg nas kocha, ale czy to konieczne? Czy małe dziecko musi zrozumieć miłość, którą otrzymuje od rodziców? Czy po prostu nie rozkoszuje się uczuciem, którym obdarzają je mama i tata?
Zamiast akceptować miłość Boga z otwartymi ramionami, często się z niej wycofujemy. Przyznaję, że często sama mam z tym problem, ale w rozmowie z innymi ludźmi również często spotykam się z brakiem zaufania do Stwórcy, gdy trudno jest im uwierzyć, że On może ich pokochać.
Dlaczego jest to takie trudne? Słabości i skrzywienia naszej duszy sprawiają, że czujemy się niegodni i niekochani. Łatwo dać się zwieść kłamstwu, że Bóg nigdy nie mógłby pokochać istot niedoskonałych. Ale Bóg kocha nas mimo wszystkich naszych wad. Zakładamy nawet, że prawdziwa miłość nie istnieje, ponieważ jej nie rozumiemy ani nie doświadczamy.
Długo mi zajęło uświadomienie sobie, że w momencie, gdy podważam Bożą miłość, tak naprawdę kwestionuję Jego prawdomówność. Uznanie, że On mnie nie kocha, nie świadczy bynajmniej o pokorze czy uniżeniu z mojej strony, lecz w zasadzie podważa Jego istnienie i transparentny charakter. Stale mam problem z zaakceptowaniem Bożej miłości. Często słucham głosów, które kwestionują Jego miłość do mnie i muszę te grzeszne myśli odrzucać.
Możemy nigdy nie zrozumieć, dlaczego Bóg nas kocha, ale nigdy nie kwestionujmy Jego charakteru. Bez względu na to, kim jesteśmy i co zrobiliśmy, nikt nie jest „poza zasięgiem” Jego uczuć. Bóg nas kocha. Po prostu. Nie dlatego, że łatwo nas kochać, ale dlatego, że On jest miłością. Pragnie, abyśmy przyjęli Jego miłość i odwzajemnili ją.
Czy przyjąłeś jego miłość?
Ten post ma 2 komentarzy
Karol, fantastyczne! Dziękuję za twoje refleksje! Miłego dnia!
Dzięki 🙂