Jak Jezus pomógł mi poradzić sobie z samotnością

Mogłoby się wydawać, że skoro dzięki internetowi mamy dziś do dyspozycji tyle nowych sposobów komunikowania się, nasze relacje z innymi powinny rozkwitać. A jednak dzieje się coś wręcz przeciwnego. Samotność przybiera ogromne rozmiary, a badania pokazują, że szczególnie młodzi ludzie coraz częściej nie potrafią ze sobą rozmawiać. Oczywiście, izolacja nie jest niczym nowym, ale dziś zdaje się osiągać wręcz monstrualne rozmiary. Jak więc sobie z nią radzić? Chciałabym opowiedzieć o pewnym okresie mojego życia, kiedy czułam się straszliwie samotna, i o tym, jak Bóg pomógł mi przez niego przejść.

Lata nastoletnie bywają wystarczająco trudne same w sobie. A jeśli do tego dochodzi stres i trauma związane z przeprowadzką, wszystko staje się jeszcze trudniejsze.

Kiedy miałam czternaście lat, mieszkałam we Francji, gdzie pracowali moi rodzice. Był to właściwie jedyny kraj, jaki znałam. Chodziłam do francuskiej szkoły publicznej i angażowałam się w życie naszego kościoła. Krótko mówiąc, było mi dobrze. Aż do dnia, kiedy rodzice posadzili mnie i mojego brata przed sobą i oznajmili, że przeprowadzamy się do Stanów. Za dwa tygodnie!

 Mój świat runął.

Zanim zdążyłam się obejrzeć, siedziałam w samolocie lecącym do Filadelfii i czułam się tak, jakbym leciała na śmierć. Owszem, bywałam wcześniej w Stanach podczas wakacji, ale nigdy tam naprawdę nie mieszkałam. No dobrze, technicznie rzecz biorąc, mieszkałam tam do czwartego roku życia. Tyle że niczego z tego okresu nie pamiętałam, więc dla mnie właściwie się to nie liczyło. Nie znałam nikogo w swoim wieku, nie znałam młodzieżowego slangu ani tamtejszej kultury, a do tego byłam potwornie nieśmiała.

Niezbyt szczęśliwe połączenie.

Powodem naszej nagłej przeprowadzki był pogarszający się stan zdrowia mamy. Kilkakrotnie na dłużej trafiała do szpitala, więc nie była w stanie mi pomóc. Dziś trudno mi sobie wyobrazić, przez co musiał wtedy przechodzić mój biedny ojciec. W tamtym czasie jednak w ogóle o tym nie myślałam — byłam zbyt pochłonięta własnym nieszczęściem.

Przez pierwsze lata po powrocie do Stanów bardzo trudno było mi znaleźć przyjaciół. Nie rozumiałam innych nastolatków, a oni nie rozumieli mnie. Chcę przy tym jasno powiedzieć, że nie obwiniam nikogo za swoją izolację. Byli ludzie, którzy próbowali się do mnie zbliżyć, ale mój ból i nieśmiałość sprawiały, że nie potrafiłam odpowiedzieć na ich życzliwość.

Jak łatwo sobie wyobrazić, byłam straszliwie samotna — bardziej niż kiedykolwiek wcześniej i kiedykolwiek później. Czułam się tak, jakbym była zamknięta wewnątrz niewidzialnego pola siłowego, które nie pozwalało nikomu się do mnie zbliżyć.

A jednak właśnie w ten chaos mojego życia wkroczył Jezus. Przyszedł do mnie i pozostał ze mną,

Można zapytać: w jaki sposób zaprzyjaźnić się i znaleźć pocieszenie w kimś, kogo nie można ani zobaczyć, ani dotknąć? Żeby to wyjaśnić, muszę cofnąć się o trzy lata.

Podczas pewnego nabożeństwa, które do dziś dobrze pamiętam, zdecydowałam się odwrócić od grzechu i pójść za Jezusem. Nawet w dojrzałym wieku jedenastu lat doświadczyłam oczyszczającego działania Jego obecności — na początek przestałam przeklinać. Przyznaję jednak, że przez następne kilka lat moja relacja z Jezusem nie znajdowała się szczególnie w centrum mojej uwagi i wydawał mi się On kimś mniej lub bardziej odległym.

Aż do chwili, kiedy naprawdę Go potrzebowałam.

Nie będę twierdzić, że Jezus uwolnił mnie od samotności. Nadal ją odczuwałam. Ale zniknęły jej ostre krawędzie — te poszarpane brzegi, które wcześniej rozcinały moje serce i pogrążały mnie w rozpaczy. Zamiast tego Jezus dawał mi pocieszenie i siłę, bym mogła wytrwać. Owszem, nie miałam bliskich przyjaciół, ale wiedziałam, że On był ze mną.

Pamiętam chwile, kiedy siedziałam na łóżku, bombardowana negatywnymi, okrutnymi myślami nadciągającymi ze wszystkich stron. Ale ilekroć zaczynałam się modlić, te niszczycielskie pociski traciły swoją moc i opadały bezsilne u moich stóp. Obecność Jezusa była moją tarczą. Aż przechodzą mnie ciarki, kiedy pomyślę, co mogłoby się ze mną stać, gdyby w tamtym czasie nie było Go w moim życiu.

Jezus nie tylko mnie chronił. Krok po kroku pomagał mi także się zmieniać, abym potrafiła mierzyć się ze swoim bólem i nie pozwoliła mu niszczyć moich relacji z innymi. Im bardziej odzyskiwałam wewnętrzną równowagę, tym łatwiej przychodziło mi nawiązywanie przyjaźni.

Czy to znaczy, że już nigdy więcej nie czułam się samotna?

Oczywiście, że nie. Ale już nigdy nie byłam sama.

Bóg może pomóc nam zmierzyć się z samotnością, ponieważ w swojej najgłębszej istocie chrześcijaństwo jest relacją z Bogiem. To On stworzył nas na swój obraz i lepiej niż my sami wie, czego potrzebujemy. Kocha nas i pragnie wypełnić nas swoją obecnością tak, aby samotność nie miała już ostatniego słowa.

Nie zamierzam jednak przedstawiać tego w przesłodzonych barwach — wejście w relację z Bogiem wiąże się z poddaniem się. On jest święty, a my nie. Musimy więc uznać problem naszego grzechu i poddać się Temu, który jest jego rozwiązaniem — Jezusowi. Wiara i pokuta idą ze sobą w parze. Nie można mieć jednej bez drugiej.

Czy warto?

Bez najmniejszych wątpliwości.

Porównałabym to do decyzji, by pójść za jedyną osobą, która potrafi bezpiecznie przeprowadzić nas na drugą stronę pola minowego. Jezus nie tylko pomaga nam omijać niszczycielskie pułapki, które tylko czekają, żeby eksplodować nam prosto w twarz. Kiedy dobiega końca nasze życie na ziemi, prowadzi nas także do wieczności spędzonej z Nim.

Bóg nie stworzył nas wyłącznie dla tego świata, ale także dla świata, który ma nadejść. Chce dla nas tego, co najlepsze. Kocha nas bardziej niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. To, co nam daje, jest nieporównanie większe od wszystkiego, z czego moglibyśmy zrezygnować, idąc za Nim.

Ale decyzja należy do nas.

Od tamtego strasznego pierwszego roku w Stanach minęło wiele dziesięcioleci. Ani razu nie żałowałam decyzji, by zaufać Jezusowi i pójść za Nim. Były dobre dni i złe dni, chwile radości i chwile żałoby. Ale przez to wszystko On wiernie trwał przy mnie.

I nigdy nie byłam sama.

Czy mogę Cię na chwilę przeszkodzić?

Suskrybuj mój kanał a otrzymasz komentarze do Psalmów, które zbudują Twoją wiarę i wzmocnią Twoją nadzieję.

Przeczytaj politykę prywatności.

Facebook
X

Ten post ma 6 komentarzy

  1. Irena

    Wander of faith.
    Thanks for sharing it.
    God c bless you

  2. Bożena

    Piękne słowa. Pozdrawiam serdecznie.

  3. Bogdan

    Piękne i wzruszające świadectwo. 🙏

Dodaj komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.