Właśnie dostałam nowy komputer, dokładnie taki, jaki chciałam. Kiedy już zainstalowałam wszystkie potrzebne programy i dane, ekran nagle zgasł. Po ponownym uruchomieniu odczytałam z przerażeniem wiadomość na ekranie: „Dysk twardy nie jest zainstalowany”. Jak to możliwe? Zrobiłam to, co się zazwyczaj robi w takiej sytuacji — restartowałam laptopa jeszcze raz, mając nadzieję, że coś się zmieni. Nic z tego. Po wielokrotnych próbach poddałam się i pogodziłam się z faktem, że mój nowy komputer nie działa. Zakupiłam go w sklepie internetowym, stąd zwrot nie był tak łatwy jak w przypadku zakupów w zwykłym sklepie.
Życie obfituje w nieprzewidziane trudności, takie jak ta, którą wyżej opisałam. Łatwo jest traktować każdą porażkę jak wielką tragedię, choć tak nie jest. Kiedy pojawiają się takie sytuacje, jak możemy sobie z nimi poradzić, żeby nie zepsuły nam dnia?
Utrzymuj sprawy w odpowiedniej perspektywie. Zamiast pozwolić, by złość czy strach przejęły kontrolę, staram się zrobić krok w tył i spojrzeć na wszystko w sposób proporcjonalny. Zwykle mówię sobie: „Przecież nie umieram.” Niesprawny komputer z pewnością nie ułatwia pracy, ale nic wielkiego się nie stało. Aby się zmotywować do zachowywania takiej postawy, pamiętam, że Bóg jest ze mną niezależnie od wielkości moich kłopotów i że jest gotowy mi pomóc.
Właściwe spojrzenie na sprawy nie spada wraz z deszczem; trzeba się wysilić, by zmienić swoje podejście. Przytoczę jako przykład pewne zdarzenie. Jadąc na konferencję, przejeżdżałam przez jakieś miasteczko. Za mną jechał samochód, którego kierowca wyraźnie się spieszył i „siedział” mi na bagażniku, ponaglając mnie, żebym jechała szybciej. Zbliżałam się do skrzyżowania i oto nagle — CYK — radar zrobił mi zdjęcie. Byłam dość zirytowana i na pewno nie byłam wdzięczna kierowcy za mną, który tak bardzo mi „pomógł”, żebym jechała szybko! Jednak zamiast się nad sobą użalać, stwierdziłam, że w końcu nic się nie stało. Nie doszło do wypadku ani do obrażeń. Nie trafiłam do szpitala, a jedynie dostałam mandat, który muszę opłacić. Ucierpiała na tym moja kieszeń, ale nie jest to znowu jakaś tragedia.
Takie nieprzyjemne i nieoczekiwane sytuacje zdarzają się nam i zakłócają nasz dzień. Jeśli nie będziemy ostrożni, możemy pozwolić, aby urosły znacznie bardziej niż w rzeczywistości, co sprawia, że jesteśmy bardziej zestresowani, niż na to pozwalają okoliczności. Szkoda na to czasu. Szkoda naszego życia! Tak, są niewygodne i bolesne (nie mam jeszcze nowego komputera), ale wiem, że jeśli spojrzę na te trudności z właściwej perspektywy, łatwiej mi będzie panować nad gniewem i strachem.
Ulubionym fragmentem, który zawsze pomagał mi poradzić sobie z życiowymi frustracjami, jest List do Filipian 4,6–7: Nie martw się o nic, ale w każdej sytuacji, przez modlitwę i prośbę, z dziękczynieniem, przedstaw swoje prośby Bogu. A pokój Boży, który przekracza wszelkie zrozumienie, będzie strzegł waszych serc i umysłów w Chrystusie Jezusie.
Ten post ma 2 komentarzy
Masz rację, takich sytuacji jest mnóstwo każdego dnia i trzeba wtedy głęboko westchnąć do P. Boga i podziękować P. Bogu za zdrowy do nich dystans. Sami sobie produkujemy frustracje… bez sensu.
🙂