Jak wybaczyć wbrew sobie?

Przyszła do mnie koleżanka. Była wyraźnie zdenerwowana. Miała mi coś do powiedzenia. Nasz wspólny znajomy rozpowiadał na mój temat plotki. Choć się tego spodziewałam, wstrząsnęła mną ta informacja. Byłam wzburzona a w głowie kotłowały mi się myśli. Nie byłam sobą. W końcu, gdy ochłonęłam, powstało pytanie – jak powinnam na to zareagować?

Wszyscy stajemy w obliczu sytuacji, w których jesteśmy w różnym stopniu pokrzywdzeni. Czasem są to błahostki a czasem spore krzywdy. To, co mi się przytrafiło nijak się ma do tragedii doświadczanych przez innych ludzi. Niezależnie jednak od powagi sytuacji Jezus nakazuje nam przebaczać naszym wrogom i dobrze im życzyć, choć buntuje się przeciw temu cała nasza natura. Jak sobie w tej sytuacji poradzić z samym sobą? O tym chcę opowiedzieć z własnego doświadczenia.

Zanim przejdę do rzeczy, chcę coś dodać: jeśli przebaczę nie oznacza to, że nie będę szukać sprawiedliwości w sądzie – w przypadku, gdy doszło do przestępstwa, winny powinien zostać ukarany. Służy to dobru wszystkich zaangażowanych osób i domaga się tego ład społeczny. Mam na myśli bardziej naszą postawę wobec sprawcy, bez względu na to, czy wyląduje nawet w więzieniu my musimy mu wybaczyć i kochać go.

Co mnie osobiście pomaga w takich krytycznych sytuacjach? To proste, choć jednocześnie jakże trudne do zastosowania: nie dopuszczać do siebie negatywnych myśli na temat osoby, która wobec mnie zawiniła. Tłumię każdą złą myśl, która przychodzi mi do głowy. Szczególnie pilnuję się, aby nie życzyć źle komuś takiemu.

Czasami czuję napór złych myśli, którym poddany jest mój umysł a moja wola działa jak zapora wodna – czasem w moim odczuciu dość wątłej mocy, że za chwilę stracę kontrolę nad swoim umysłem. Wiem jednak, że jeśli się nie poddam temu wrażeniu, te myśli będą coraz mniej natarczywe aż w końcu ustąpią.

Nie namawiam nikogo do ignorowania popełnionych zbrodni czy doznanych krzywd. Chodzi mi o to, aby nie pozwolić na zatrucie naszego umysłu negatywnymi myślami czy emocjami. Nie trzeba go dokarmiać gniewem, urazą, uczuciem krzywdy, gdyż bez naszej pomocy doskonale sobie radzi z przerysowaniem rzeczywistości, w czym wybitnie pomaga mu wybujała wyobraźnia. Nawet jeśli trzymamy się nagich faktów, rozpamiętywanie tego, co się stało zazwyczaj tylko pogarsza sytuację.

Mocno wierzę, że pierwszym krokiem do przebaczenia i miłości jest odrzucenie negatywnych myśli. W moim przypadku proces ten wygląda następująco: wybaczyć mogę dopiero wtedy, gdy zaprzestaję dokarmiać emocje. Nasz umysł może poruszać się tylko w jednym kierunku na raz, albo w kierunku złości i rozgoryczenia, albo przebaczenia i miłości. To co aktualnie dokarmiamy, to urośnie i wzmocni się.

Podobnej rady udziela nam Paweł w liście do Filipian. Czytamy w nim o konflikcie między dwoma kobietami, które on próbował pogodzić. Być może do nich napisał poniższe słowa: W końcu, bracia, wszystko, co jest prawdziwe, co godne, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co zasługuje na uznanie: jeśli jest jakąś cnotą i czynem chwalebnym – to miejcie na myśli! (Fil 4:8)

Wracając do opisywanej przeze mnie na wstępie sytuacji, ostatecznie postanowiłam podążać drogą przebaczenia i miłości (nie obyło się bez walki). Odrzuciłam wrogie i negatywne myśli. Zapanowałam nad wyobraźnią. Z czasem poradziłam sobie z uczuciem gniewu i z urazami, a plotkarz przyszedł i przeprosił mnie. Od tego czasu nasze relacje się poprawiły, co nie byłoby możliwe, gdybym nie rozprawiła się ze swoim negatywnym nastawieniem.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on pinterest
Pinterest

Nie trzeba podawać imienia, adresu mailowego lub strony, żeby dodać komentarz.

Dodaj komentarz

8 + 12 =

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.