Wiozłam mojego kota, Tabasco, do weterynarza, nie wiedząc, czy usłyszę wiadomość, której boi się każdy opiekun zwierzęcia. Tabasco ma ponad szesnaście lat, a jego nerki przestają funkcjonować — to częsty problem u starszych kotów. Nie chciał jeść i nie wiedziałam, czy to znak, że zbliża się koniec, czy może niezwiązany z tym problem zdrowotny, który da się leczyć.
Podczas tej dziesięciominutowej jazdy byłam bliska poddania się przygnębieniu i frustracji, ale jednak odpędziłam złe myśli, koncentrując się na uwielbieniu Boga, dziękowaniu za Tabasco i za wszystko inne, co tylko przychodziło mi na myśl. Te dziesięć minut stało się punktem zwrotnym — wydobyły mnie z mroku, w który zaczynałam się pogrążać.
Okazało się, że Tabasco po prostu się przeziębił, a dzięki lekom wrócił mu apetyt. Gdy piszę te słowa, porusza się po mieszkaniu z godnością jak władca, choć, prawdę mówiąc, nie wiem, jak długo jeszcze będzie w tak dobrej formie.
Zdaję sobie sprawę, że starzejący się kot to drobnostka w porównaniu z poważnymi wyzwaniami, z jakimi mierzy się wielu ludzi. A jednak życie składa się zarówno z wielkich, jak i małych spraw, które przynoszą nam radość albo smutek. I niezależnie od ich wagi, musimy nauczyć się podchodzić do nich we właściwy sposób.
Właśnie tutaj pojawia się moja dziesięciominutowa jazda do weterynarza — a ściślej mówiąc, mój wybór, by oprzeć się na Bogu w chwili, gdy wszystko dokoła wydaje się niepewne.
Życie jest nieprzewidywalne, ale Bóg nie zostawił nas, byśmy zmagali się z nim samotnie. Przecież istotą chrześcijaństwa jest relacja z Bogiem, naszym Stwórcą. Nie rozumiem, dlaczego dopuścił do tego, by zło wkroczyło w świat i oddzieliło nas od Niego, lecz wiem, że dał z tego wyjście. Jego plan był prosty — Bóg stał się człowiekiem i zapłacił cenę za nasz grzech, abyśmy mogli zostać z Nim pojednani. Wystarczy okazać skruchę i zawierzyć Mu.
Relacja z Bogiem zmienia wszystko, gdy idziemy przez życie, które stawia nas przed decyzjami w trudnych okolicznościach. Bez względu na to, co się dzieje, On jest blisko, gotów napełniać nas swoją siłą, mądrością i pocieszać. Czasem w cudowny sposób usuwa problem, lecz częściej prowadzi do jego rozwiązania we współpracy z nami.
Nie twierdzę, że życie z Bogiem jest łatwe i proste, gdyż miewamy bardzo poważne problemy. Wiem jednak jedno — im bardziej jesteśmy otwarci na interwencję Boga, tym skuteczniej będzie działał w trudnych okolicznościach.
Jak w każdej relacji, również i tu zdarzają się lepsze i gorsze chwile – my zawodzimy, lecz on nigdy. Gdy odczuwać wątpliwość, gniew, smutek i żal, On rozumie, przez co przechodzimy i dokładnie wie, jak nas przez to przeprowadzić. Dlatego nawołuje do pokładania w nim zaufania i kroczenia w wierze. Jak dobrze wiemy, w teorii wszystko wydaje się łatwe, gorzej z praktyką.
W tym momencie wracam do mojej wyprawy do weterynarza. Dlaczego była dla mnie punktem zwrotnym? Czas spędzony na uwielbieniu Boga przypomniał mi o tym, co dla mnie uczynił i jakie błogosławieństwa płyną z poznawania go. Choć byłam smutna i przestraszona, nie przeszkadzało mi to jednocześnie paradoksalnie odczuwać wewnętrzną radość. Byłam może nadal smutna, lecz już nie w rozpaczy.
Tego dnia nie usłyszałam złej wiadomości. Kiedyś taką na pewno usłyszę, i to nie tylko w sprawie Tabasco. Wiem jednak, że Bóg będzie wówczas obok i mnie wesprze. Jego obecność zmienia wszystko.
Ten post ma 2 komentarzy
Piękne i podnoszące na duchu słowa. Dziękuję. Pozdrawiam serdecznie.
Dzięki 🙂 Chwała Panu!