Przypadek, kiedy chrześcijaństwo „nie zadziałało”

Jedną z podstawowych prawd wiary chrześcijańskiej jest to, że Jezus nie tylko odmienia naszą wieczność, ale też realnie wpływa na nasze życie tu i teraz – w codziennym doświadczeniu. Gdy mówi, że z jego uczniów „popłyną rzeki wody żywej” (1), ma na myśli działanie Ducha Świętego, który przemienia wierzących. Apostoł Paweł pisze, że chrześcijanie są „nowym stworzeniem” – ich życie nabiera zupełnie nowej jakości (2). A jednak ta przemiana nie zawsze jest widoczna.

Czy brak przemiany oznacza, że chrześcijaństwo „nie działa”? Co myśleć o kimś, kto twierdzi, że naśladuje Chrystusa, ale jego życie się nie zmienia, nie widać żadnych oznak duchowego wzrostu? Sądzę, że przyczyna tkwi często w błędnym rozumieniu tego, czym naprawdę jest bycie chrześcijaninem. Pozwól, że opowiem pewną historię, by to zobrazować.

Wiele lat temu dzieliłam mieszkanie z dziewczyną, która była ateistką. Nazwijmy ją Mary. Była bardzo otwarta w wyrażaniu swoich poglądów, więc dla świętego spokoju unikałyśmy rozmów o Bogu. Po kilku miesiącach nasze drogi się rozeszły i straciłyśmy kontakt. Aż pewnego dnia, zupełnie niespodziewanie, otrzymałam od niej długi list (to były czasy przed e-mailem), w którym opisała swoją historię.

Gdy Mary była nastolatką, zaczęła uczęszczać do kościoła i wyznała wiarę w Chrystusa. Spodziewała się, że jej życie ulegnie głębokiej przemianie, że poczuje pokój i miłość, ale spotkało ją gorzkie rozczarowanie. Nic się nie zmieniło. Te same lęki, wątpliwości i grzechy, które towarzyszyły jej wcześniej, wciąż ją dręczyły. Po kilku latach prób doszła do wniosku, że chrześcijaństwo to kłamstwo i odwróciła się od Jezusa.

Ku mojemu zdziwieniu, Mary napisała, że wróciła do Chrześcijaństwa i tym razem widzi realną zmianę w swoim życiu. Co zatem sprawiło różnicę?

Odpowiedź mieści się w jednym słowie: nawrócenie.

Przejdźmy do szczegółów. Podczas swojego pierwszego spotkania z chrześcijaństwem Mary nigdy nie zrozumiała istoty Ewangelii, czyli że potrzebujemy Chrystusa, z racji tego, że jesteśmy grzesznikami. Biblia uczy, że grzech tworzy mur nie do przebycia, oddzielający nas od świętego Boga. Na szczęście dla nas, ofiara Jezusa na krzyżu zburzyła ten mur, dając dostęp do Bożego przebaczenia.

Jezus nie przyszedł na ziemię tylko po to, by dać nam wewnętrzny spokój czy nauczyć nas miłości do bliźnich. To ważne elementy Jego nauki, ale nie są jej sednem. Jego głównym celem było rozprawienie się z grzechem. Jeśli chcemy mieć z nim relację, musimy zrozumieć tę podstawową prawdę. Można to porównać do wizyty u lekarza, kiedy odpowiednie leczenie można przepisać dopiero po trafnej diagnozie. Jeśli pacjentowi z chorobą jelit przypisze się leki na serce, nie tylko mu to nie pomoże, ale może zaszkodzić.

Tak samo jest z chrześcijaństwem. Diagnoza Boga dotycząca ludzkiego stanu jest jednoznaczna: grzech przenika wszystko, co robimy. Szczerze mówiąc, nie muszę szukać daleko, by się z tym zgodzić – wystarczy, że spojrzę w swoje serce. Leczenie, które Bóg proponuje, to przebaczenie każdemu, kto przyjmie zbawienie przez wiarę w Chrystusa.

I tu dochodzimy do sedna problemu – wiara bywa błędnie rozumiana. Owszem, obejmuje ona przekonanie o boskości Jezusa i o jego zbawczej śmierci na krzyżu, ale na tym się nie kończy. Wiara wymaga także uznania realności naszego grzechu.

Wielu uważa, że można przyjąć Chrystusa bez nawrócenia, ale to nie działa. Wiary nie da się oddzielić od nawrócenia – jedno bez drugiego nie istnieje (3). Nawrócenie to coś więcej niż poczucie winy. To zgoda z Bogiem, że nasze złe czyny są grzechem i decyzja, by ich więcej nie popełniać. Oczywiście, nadal będziemy się zmagać i błądzić, ale nasze podejście do grzechu się zmieni.

W swoim liście Mary przyznała, że jako nastolatka nigdy nie uznała siebie za grzesznicę – szukała tylko korzyści, które obiecywał Jezus. Nic więc dziwnego, że nie doznała przemiany. Dopiero po latach doświadczyła prawdziwej mocy Chrystusa, gdy zrozumiała, dlaczego go potrzebuje – i nawróciła się.

Bóg nie jest okrutny, domagając się nawrócenia; jest jak lekarz, który chce usunąć nowotwór, zanim ten zniszczy całe ciało. Ignorowanie raka nie sprawi, że zniknie – wręcz przeciwnie, pozwala mu się rozwijać, aż będzie za późno. Tak jak chirurg nie może przeprowadzić operacji bez zgody pacjenta, tak Bóg nie może udzielić zbawienia bez naszego nawrócenia.

A Ty – czy się nawróciłeś?

(1) Ewangelia Jana 7,37–39
(2) 2 List do Koryntian 5,17
(3) 2 List do Koryntian 7,10, List Jakuba 4,8–10

Zdjęcie: Carol Schlorff

Czy mogę Cię na chwilę przeszkodzić?

Suskrybuj mój kanał a otrzymasz komentarze do Psalmów, które zbudują Twoją wiarę i wzmocnią Twoją nadzieję.

Przeczytaj politykę prywatności.

Facebook
X

Dodaj komentarz

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.