Rzeczywisty Adwent

Uwielbiam Adwent, ten okres oczekiwania, który sygnalizuje nam, że Boże Narodzenie jest tuż tuż. Mimo że dzieckiem  przestałam być już jakiś czas temu, nadal uważam, że w dekoracjach świątecznych, oświetleniu i muzyce jest jakaś magia. Adwent zaczyna się w pierwszym tygodniu grudnia, ale jakbyśmy to tego podeszli, gdybym powiedziała, że de facto powinien trwać przez cały rok?

 Aby mój punkt widzenia był jasny, proponuję przyjrzeć się najpierw znaczeniu tego słowa. Pochodzi od łacińskiego określenia „przybycie” lub „przyjście”, wskazując tym samym, że jest to czas oczekiwania na pojawienie się gościa – w tym przypadku Chrystusa. Oczywiście kojarzymy ten okres głównie z narodzinami Jezusa w Betlejem  i dlatego malują się przed naszymi oczyma różnorodne sceny ze szopek rozmaitych kształtów i stylów, wpisujących się w grudniowy krajobraz.

Greckie słowo użyte w Nowym Testamencie na określenie Adwentu odnosi się jednakże do innego wydarzenia: planowanego powrotu Chrystusa na ziemię. Kiedy Jezus opuścił naszą planetę dwa tysiące lat temu, obiecał, że pewnego dnia powróci, by objąć nad ziemią rządy. Jego celem jest przywrócenie ziemi do stanu, w jakim powinna być, gdyby ludzkość nigdy nie zbuntowała się przeciwko Bogu.

Kiedy świętujemy narodziny dzieciątka w żłobie, jak często myślimy w tym kontekście o nim jako o przyszłym Królu, który przywróci sprawiedliwość na ziemi? W liturgii katolickiej pierwsza niedziela Adwentu skupia się na powtórnym przyjściu Chrystusa, ale tak powinno być przez całą uroczystość Bożego Narodzenia.

Zarówno Stary, jak i Nowy Testament są wypełnione proroctwami wskazującymi na powrót Chrystusa jako Króla. Ponieważ przepowiednie dotyczące jego pierwszego pojawienia się zostały tak dokładnie spełnione w najdrobniejszych szczegółach, nie ma powodu, by sądzić, że to samo nie stanie się w przypadku jego powtórnego przyjścia. Czy tego właśnie oczekujemy? Czy to w ogóle dociera w pełni do naszej świadomości?

Niewątpliwie jednym z powodów, dla których nie oczekujemy aktywnie jego powrotu, jest to, że czekamy ponad dwa tysiące lat. Co więcej, odchodząc zapowiedział, że wkrótce wróci, więc jego pojęcie czasu jest wyraźnie inne niż nasze. Zastanawiam się jednak, czy użycie przez niego takich słów jak „bez zwłoki” lub „blisko” nie ma na celu wskazania okresu czasu, ale raczej faktu, że jego powrót nastąpi szybko, gdy nadejdzie wyznaczony moment, i nic nie stanie mu na drodze.

Nie możemy oddzielnie traktować Jezusa jako dzieciątka w Betlejem oraz jako przyszłego Króla świata. Świętowanie Bożego Narodzenia powinno obejmować również czekanie na drugie wydarzenie. Wiele obietnic związanych z Bożym Narodzeniem – pokój na ziemi, dobra nowina o wielkiej radości, Książę pokoju, Mesjasz panujący na tronie Dawida itd. – nie znajdzie ostatecznego spełnienia, dopóki Jezus nie będzie rządził ziemią.

Adwent zatem powinien być sposobem na życie, w którym nasze działania i priorytety odzwierciedlają nasze oczekiwanie na powrót Jezusa. Jeśli jego drugie przyjście nie ma wpływu na to, jak patrzymy na życie, najwyraźniej nie rozumiemy w pełni, o co chodzi w chrześcijaństwie. Nawet jeśli nie wróci za naszego życia – duże prawdopodobieństwo – i tak kiedyś staniemy w tymi faktami oko w oko. Pytanie brzmi, czy jesteśmy gotowi?

close

Czy mogę Cię na chwilę przeszkodzić?

Jeśli zainteresował Cię ten artykuł, zarejestruj się, aby otrzymywać powiadomienia o najnowszych wpisach. Obiecuję, że niezbyt często.

Przeczytaj politykę prywatności.

Facebook
Twitter
Pinterest

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.